wtorek, 22 stycznia 2013


Czy mieliście okazję kiedyś przyglądać się pracy muzyka w studio? Nie? To możecie mi zazdrości. Dostąpiłam tego zaszczytu i powiem Wam, że jak na razie nie przytrafiło mi się nic piękniejszego. Móc obserwować grupę ludzi tworzących muzykę, obserwować to jak są stremowani, nie co przerażeni a jednocześnie szczęśliwi - bezcenne. Zwłaszcza, że jest to debiut studyjny młodego zespołu.


Chciałabym napisać coś więcej, ale nie mogę. Wracam do przyziemnych rzeczy jak lądowanie na dywaniku szefowej...

ENJOY YOUR DAY!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Powrót

Witajcie znowu!

Bo bardzo długim byciu w świecie przyziemnym, zaczynam powoli wracać do tego co najbardziej mnie uszczęśliwia. Denerwuję się, gdy dopadają mnie realia. Praca, rachunki, sprzątanie, gotowanie - mam ochotę sobie strzelić w łeb za te tak przyziemne czynności, które zjadają we mnie chęć robienia czegoś więcej. Nie umiem tak funkcjonować, nie umiem być przeciętna, nie znoszę konfliktów ale odkąd moja energia nie ma ujścia zamieniam się w potwora. Jestem jak większość ludzi, którzy padli ofiarą swojej pracy, której nieznoszą, ich mózgi zamieniają się w chomiki biegające w kołowrotku i rano budzą się z niemiłosiernymi zaparciami od stresu.
Od jakiegoś czasu robiłam wiele rzeczy przeciw sobie, mój wewnętrzny głos darł się "NIE!". Nie posłuchałam... Dlatego na razie mam tylko zaparcia, mój umysł nie zdążył się jeszcze zamienić w chomika, bo walcząc ze zmęczeniem starałam się odnajdywać promienie rozświetlające moją duszę.

Takim promieniem jest zespół Little White Lies. Nawet nie macie pojęcia, jaka radość zawładnęła mną gdy udało mi się z nimi porozmawiać. Historia ciekawa. Wszystko zaczęło się jeszcze latem, w łódzkim dodatku do GW pojawił się artykuł, o nowo powstałym zespole. Dwójka ludzi, ona i on. Pomyślałam, że schemat jakich wiele - taki model na przestrzeni kilkunastu lat stał się bardzo popularny. Zwłaszcza na zachodzie. Postanowiłam jednak dać im szansę, zmierzyć się z tą materią i sprawdzić jak wygląda "polska wersja The Kills" - jak można przeczytać w wielu komentarzach, jak i samych artykułach o zespole.






Nie wiem jak Wam się podobało, ale ja się zakochałam od pierwszego usłyszenia. Mamy tu do czynienia z zespołem, którego na polskim rynku jeszcze nigdy nie było. Mama prośbę - nim wszyscy się rzucą z komentarzami "podróba The Kills", niech wezmą głęboki oddech i dokładnie przemyślą swoje zachowanie. Oczywiście, pewnie Little White Lies nigdy nie uwolni się od tego porównania, ale na pewno nikogo nie naśladują. Mamy doczynienai z muzyką na naprawdę wysokim poziomie (nawet jak na podróbę wy wszyscy nie wdzęczni znawcy i smakosze). Dwoje ludzi spotkało się na planie teledysku Pornohagen - to macierzysta grupa Zbyszka Krenca. Kasia Katee Bartczak bardziej znana ze sceny drum'n'bas'owej wspierała Pornohagen swoimi chórkami.




Tak zaczęła się ich wspólna przygoda. W ekspresowym tempie nagrali płytę Devils In Disguise, na której znajduje się 14 utworów. Moim ulubionym prócz "Don't Breath..." jest ADR, który jest niezwykle bluesowy. Kolejny łódzki zespół, który własnym sumptem wydał genialną płytę. Ciekawa połączenie, niezwykle kobieca Lady Katee, kobiecość którą da się słyszeć na tej płycie i Zbyszek Krenc odpowiedzialny za gitarę, która rządzi w utworach. Lubię takie schematy, lubię minimalizm, lubię dobre teksty. Lubię płyty, na których nie ma nudnych utworów. Lubię historie ukryte w tekstach, tak jak jest to w przypadku Sunflowers, gdzie dwoje muzyków opowiada o fascynacji między sobą - fascynacji która towarzyszyła im podczas pracy.


Lubię ludzi z pomysłem na siebie, zazdroszczę tym którzy wcielają pomysł w życie. To wspaniałe, że ludzie potrafią dać coś z siebie. Wystawiają się na niewdzięczną krytykę, nas internetowych "oceniaczy".


Dziękuję Little White Lies, sprawiacie że moje życie jest lepsze i nie pozwalacie by mój mózg zamieniła się w chomika.

TUTAJ ZNAJDZIESZ OFICJALNY PROFIL ZESPOŁU

niedziela, 1 lipca 2012

Uff jak gorąco...

Temperatura w Łodzi nie daje mieszkańcom wytchnienia, wczoraj wszyscy czekali na deszcz jak na zbawienie. Niestety ono nie przyszło. Aby ochronić się przed parnym, dusznym i cholernie gorącym dniem, ludzie poszukiwali chłodnych mijesc lub miejsc z chłodnym napojem.
Najlepiej sprawdzają się w tak tropikalnych warunkach lokale w piwnicach. Idąc tym tokiem myślenia trafiłam do Stereo gdzie odbył się koncert The Washing Machine. Chłopaki promują właśnie swój debiutancki krążek pod tytułem Into The Sun, który zaliczam do niezwykle udanych albumów.


Koncert oczywiście jak najbardziej udany, energia braci Drewniaków jest rozbrajająca, co udziela się również publice. Tak na prawdę chłód panujący w klubie przyniósł ulgę tylko na trochę, bo gdy tylko zespół zaczął grać temperatura podniosła się i nie różniła się za bardzo od tego co było na zewnątrz. Zwłaszcza, że chłopaki zagrali  Kryzysową narzeczoną zespołu Lady Punk, którą zapewne wielu z Was zna z Opola.




The Washin Machine - Kryzysowa narzeczona

Dziś nie pozostaje mi jak posłuchać 13 utworów i przywrócić wspomnienia z wczoraj. The Washing Machine to nie przelewki - mamy tu do czynienia z przedstawicielami sceny indie rockowej tak bardzo charakterystycznej dla angielskiej sceny muzycznej. Powiedzmy sobie szczerze - nie ma za wiele zespołów, które w tak naturalny sposób potrafią grać i poradzić sobie z tego typu gatunkiem muzyki. Dla mnie płyta Into The Sun to typowo brytyjskie dźwięki, które bardzo lubię. Nasze miasto ma kolejny powód do dumy.












środa, 27 czerwca 2012

O tym, że kobieta jest jak wino.


O tym, że czas jest nieubłagany wie każdy, a jego podstawową cechą jest to, że nie można go cofnąć. Niektórzy potrafią za nim nadążyć, inni się nim kompletnie nie przejmują, a i są tacy, którym działa na niekorzyść i odchodzą w zapomnienie. Czas też dobrze wpływa na wino - im dłużej leżakuje, tym nabiera większej mocy i smaku.
Jeśli połączy się to jeszcze z kobietą i muzyką, akcja staje się wartka, a doznania słuchowe i wzrokowe cieszą melomana jak małe dziecko.

Do kogo odnosi się to całe "preludium"?
Do Brodki kochani czytelnicy! Tak Monika Brodka jest tym "większym dziełem muzycznym". Miałam okazję widzieć ją na żywo na rynku Manufaktury. Nie mogłam przestać się nią zachwycać w myślach, nie mówiąc już o tym jak bardzo cieszyłam się, że w końcu zobaczyłam ją na żywo, bo choć mojego miasta nie omija i lubi do niego przyjeżdżać, to jak na złość - ciągle coś uniemożliwiało mi pójście na jej koncert. W końcu dopięłam swojego i udało się.
Była niesamowita, rozbrajał swoją naturalnością, promieniała i zachwycała swoją dojrzałością i nie tylko tą mentalną ale i artystyczną. Nie jest przerysowana i udowadnia, że zasługuje na te wszystkie nagrody - Paszporty Polsatów i Słowiki, Chopiny i inne Fryderyki.  ;)





Oprócz utworów z Grandy pojawiły się też utwory dobrze wszystkim znane z jej debiutanckiej płyty jak Ten w zupełnie innej aranżacji muzycznej. To zmieniło moją percepcję i interpretację tego utworu - nagle stał się... cóż po prostu ambitniejszy. Brodka bardzo ewoluowała od czasów idola i to bardzo.
To jedna z tych polskich artystek, która zmierza w bardzo dobrym kierunku i tak pięknie rozkwita na naszych oczach.

A to moja ulubiona fota z koncertu, "szczelona" przez Criscana




Na zakończenie mogę dodać - nie ufam ludziom którzy nie przepadają za Grandą.
Miłego słuchania.

czwartek, 3 maja 2012

Koko koko czy aby na pewno Euro spoko?


Piłka nożna na ludowo

Cała Polska krzyczy i huczy – jak to się stało! Kto do tego dopuścił i sprawił, że wiejska piosenka będzie naszym oficjalnym hymnem na Euro 2012. Żeby było jasne, specjalnie nie interesuje mnie ten sport (typowe kobiece zachowanie), ale ludzie kochani!  Sami na to pozwoliliście i o ile się nie mylę utwór zespołu ludowego Jarzębina został wybrany drogą przez głosowanie sms. Odpadł Feel, odpadła kolorowa Maryla i jej jarmarki. W takim razie kto głosował? Ten wybór też sporo mówi o fanach futbolu lub może raczej o ich poczuciu humoru, które teraz ich przerosło.

Drogi Narodzie!

Wygląda na to, że nie pozostało Ci nic innego jak bić się teraz w pierś. Znowu przegiąłeś z dowcipem!
Ale koko spoko! Może Smuda odśpiewa zwrotkę i zaprowadzi naszych do zwycięstwa.


Amen.

   ;)




poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Czekoladowo mi

Artykuły nadal się tworzą, a przy okazji dojadam urodzinowy prezent. Kocia Mama wie co dobre.
Powstał tu przed chwilą mały trójkącik: muffiny z nutellą, T.Rex Get It On, no i ja...
Z czekoladą (a zwłaszcza z nutellą) nikt jeszcze nie wygrał. Ktoś może przyłączy się do czekoladowych pląsów?
;)





Przepis na muffiny:
Kocia Mama

sobota, 21 kwietnia 2012

Papka w czaszce czyli Japonia według YT i mobilizacja wewnętrzna

Ostatnio jestem nie co zarobiona, a słyszałam i widziałam wiele. Mam zaległości i postaram się je w najbliższym czasie nadrobić, mam sporo pracy. Są momenty kiedy faktycznie wolę się schować w zaciszu mojego łóżka i udawać, że mnie nie ma - tak było ostatnio.
W tej chwili marzy mi się hamak i nowa LEPSZA praca. Rozpuściłam się jak źle wychowany bachor, wydzierający się na środku sklepu z powodu niekupionej zabawki. Zaczęłam surfować po internecie. Dotarłam praktycznie na sam jego koniec, bo wylądowałam na YouTube oglądając japońskie reklamy i filmiki. Na przykład, trafiłam na tańczących mięśniaków w białych stringach z głową orła i po minucie tego odmóżdżającego bezsensu zadałam sobie pytanie: co ja tu robię?
Każdy z nas ma swoje chwile słabości, ja miałam taki moment. Trudno jest się zmobilizować samemu ale wtedy zobaczyłam to:



Niezwykle inspirujące wideo. Ja już zakasałam rękawy, a wy?


P.S.

Japończycy to dla mnie niezwykle rozwinięty naród. To są ludzie którzy wyprzedzają inne nacje, wręcz o lata świetlne!!!

http://demotywatory.pl/3461206/Ciekawe-jak-bardzo